// o mnie
Zajeżdżałam siebie, aż ciało mnie sparaliżowało.
To był moment, w którym przestałam udawać, że wszystko gra. Zaczęłam patrzeć na siebie bez znieczulenia.
„Robiłam kursy i szkolenia, żeby świat mnie zauważył.”
Dziesięć lat w korporacji IT nauczyło mnie budować systemy, które działają, nawet gdy nikt nie patrzy.
Z jakiegoś powodu uwierzyłam, że jestem niewystarczająca. Nie znałam siebie. Nie uważałam się za wartą własnych marzeń. Udowadniałam, że wystarczam, zamiast po prostu to wiedzieć.
Kolejny kurs, kolejne szkolenie, kolejny dowód. W pędzie nie pytałam, po co to robię i czy ma to sens dla mnie.
Wypalenie. Depresja. Paraliż. Pytanie „po co?” zadałam sobie dopiero wtedy. Odpowiedź zajęła mi sześć lat.
Szukałam sposobów i dowodów, żeby uznać w sobie wartość, mądrość, wielkość. Uczyłam się na błędach. Przestałam bać się pobrudzić. Przestałam bać się potykać. Przestałam bać się mówić „nie wiem”.
Do tego dołożyłam kolejne szkoły: Human Design, poziomy świadomości Hawkinsa, przywództwo Maxwella, Thinking Into Results Proctora, pracę Vishena Lakhianiego, odwagę Brené Brown, pracę z traumą i ciałem Gabora Maté, neuronaukę Joe Dispenzy i wiele innych. Żadna z nich osobno by nie wystarczyła. Razem, z inżynierskim nawykiem szukania przyczyny zamiast objawu, pozwalają mi stawać się mentorką, która czyta Cię wielowymiarowo. Bo sama musiała nauczyć się patrzeć na siebie z każdej strony naraz.
Ale najpiękniejsza szkoła to szkoła życia. Codzienność i to, co się dzieje między sukcesami czy wymaganiami, które ciągle sobie stawiam. Zaczęłam się tym zachwycać i zwracać większą uwagę, jak ten aspekt zaczął wpływać na jakość tego, co zaczęłam tworzyć.
Aż któregoś dnia zobaczyłam swoje życie w całości. Odwaliłam się od siebie.
Poczułam ogromną ulgę i zrozumiałam, że wszystko ze mną w porządku. Że jestem kimś, kto jest ze sobą pogodzony i nie potrzebuje dowodów z zewnątrz na swoją wielkość.
Nie nauczyłam się tego z kursu. Nauczyłam się tego, prowadząc siebie. Wypalenie. Odejście z etatu. Decyzje podjęte w kilka sekund, bez wahania, bo wartości były jasne. To nie była metoda, którą sobie wybrałam. To był sposób, w jaki już wtedy żyłam. Zanim nazwałam go przywództwem.
Dziś podnoszę ludzi, którzy z jakiegoś powodu uwierzyli w to samo.
Przez lata prowadziłam SHERO jako program grupowy. Praca z tym modelem doprowadziła mnie do pięknego momentu: dziś mogę prowadzić w inny sposób niż programy grupowe. Bliżej, jeden na jeden, bez struktury, którą trzeba utrzymywać co miesiąc. To nie odwrót od SHERO. To miejsce, do którego mnie zaprowadził.
// role, które zmieniły znaczenie
Żadna z tych ról się nie zmieniła. Zmieniło się miejsce, z którego je noszę. Kiedy poczułam siebie jako wartościową kobietę, wszystkie nabrały innego znaczenia.
17 lat w IT. Nie tło.
Osobny, dumny wątek.
Jestem częścią międzynarodowej organizacji. Jestem praktyczką i samoukiem. Z makiety sama buduję klikalny prototyp. Sama układam system kolorów, typografii, odstępów. To nie dodatek do mentoringu. To ten sam nawyk, który przenoszę do pracy z ludźmi: buduj tak, żeby działało, nawet gdy nikt nie patrzy.
// podcast
Niewypowiedziane.
Rozmowy z Ulą Białek.
Razem z Ulą tworzę podcast o tym, co zostaje niewypowiedziane w drodze do siebie.
// gdyby przydały się dowody na papierze
Jestem żywym dowodem, że da się pogodzić ze sobą i wręcz polubić siebie.
Nie mówię Ci, co robić. Pokazuję, że da się żyć w zachwycie.
Bo sama się tego nauczyłam.